II. Drugi Shinigami
Tydzień minął jak z bata strzelił, a ja wciąż zauważałam tego typa z białym szalem. Rukia nic nie mówiła na jego temat, więc nie naciskałam. Wolałam zająć się nauką, a jak będzie trzeba, pomogę moimi zdolnościami leczniczymi. Ichigo poza szkołą miał pełne ręce roboty z zagubionymi duszami i razem z Rukią nieraz w nocy, a nawet podczas dłuższej przerwy między lekcjami, wybiegali by stawić czoło Hollowom. Nigdy nie będę spokojnie spała, kiedy w oddali usłyszę ten ryk. Zawsze mam wtedy gęsią skórkę. Nie miałam pojęcia, że wkrótce moje życie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni, tak jak brata. Przewrót dokonał się pewnego dnia, kiedy wracałam sama z dodatkowych zajęć. Czułam się wyczerpana umysłowo i fizycznie, bowiem przed zajęciami przygotowującymi do egzaminów miałam wyczerpujący trening i mistrz nie chciał nawet słyszeć o wymówce, więc ćwiczyłam wytrwale, co spotkało się z aprobatą Akurahara-Sensei. Właśnie skręcałam w uliczkę prowadzącą na skróty do domu, przez mały parczek niedaleko rzeki, kiedy naprzeciw mnie stanęło kilka potworów. Dziwne, że ich nie usłyszałam. Stanęłam jak wryta. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa i nie mogłam się ruszyć, a one patrzyły na mnie jak na obiad. Jeden oblizał wargi po czym obnażył kły. Jedynie krótko krzyknęłam, kiedy one rzuciły się na mnie. Wtem coś błysnęło mi przed oczami i przede mną stał ten sam człowiek, którego widziałam już kilka razy. Stał do mnie tyłem i trzymając katanę zwrócił się łagodnie:
- Jak się zacznie, skryj się za tamtymi drzewami i pod żadnym pozorem nie wychodź, póki nie skończę.
- Dobrze – szepnęłam i pobiegłam we wskazanym kierunku. Słyszałam tylko wrzaski i szczęki metalu o metal. „To Hollow ma broń tak jak Shinigami?” - zastanowiłam się. Niecierpliwie czekałam końca walki, lecz ciągle słyszałam pomruki i jakieś szepty. Wychyliłam się ukradkiem zza pnia drzewa i zobaczyłam mego niedoszłego wybawcę, leżącego w powiększającej się kałuży krwi a kilka Hollow już podchodziło do niego. Nie chciałam pozwolić by przeze mnie zginął i pobiegłam w jego kierunku.
- Miałaś nie wychodzić! - warknął zły z tego co zrobiłam. Ledwo podniósł się i chwiejąc się ustawił w pozycji obronnej.
- Nie mogłam patrzeć jak giniesz za mnie – odparłam i zrobiłam to samo co Ichigo. Poczułam się dziwnie znajomo. Przez myśl przeszedł mi obraz jakiejś małej dziewczyny, stojącej obok mnie. Coś mówiła, lecz nie dosłyszałam i obraz zniknął. Potem otoczyła mnie mleczno biała mgła i również szybko zniknęła a ja miałam już na sobie strój Shinigami. Moja broń nie była taka zwykła. Chyba tak jak Ichigo, dostosowała się do mojego ducha. A była to włócznia o czarnym, połyskującym na niebieskawo ostrzu, rękojeść była szeroka, z wygrawerowanymi dwoma smokami oplatającymi siebie i w połowie miała jakieś dziwne żłobienie, przypominające pęknięcie. Obróciłam ją w palcach, chcąc wypróbować i natychmiast poddała się mej woli, chodząc gładko i wydając przy tym miły dla mego ucha dźwięk. Stanęłam gotowa do walki z potworami. Przymknęłam oczy i jakby natchniona zaczęłam tańczyć, a włócznia cięła i dźgała tak jak tego chciałam, zadając śmiertelne rany. Gdy potyczka dobiegła końca, czułam się jak nowo narodzona. Podeszłam do mego niedoszłego wybawcy i biorąc go pod ramię poprowadziłam do domu, gdzie był już Ichigo z Rukią. Na nasz widok zdziwili się.
- Gdzieś ty była, Yoshien? - zapytał brat. - I co to za strój? Nie mów, że jesteś...
- Shinigami – dokończyła za niego Rukia. - Co się stało? - spytała zwracając się do rannego.
- Miałem ją obronić, lecz tamci okazali się silniejsi niż przypuszczałem – szepnął i bardziej opadł, więc położyłam go na łóżko i rozpoczęłam leczenie obrażeń. Zapadło niezręczne milczenie, w każdej głowie zaczęło kłębić się setki myśli, a na dodatek co jakiś czas, przed oczyma miałam dziwne obrazy, jakby były wyrwane z kontekstu. Przez co nie mogłam się dobrze skupić i leczenie wydłużało się. W końcu zmęczona opadłam obok łóżka, lecz mój wybawca był zdrowy.
- Yoshien – rzekł zmartwiony Ichigo, pomagając mi wstać i odprowadził do pokoju. Tam też opowiedziałam mu jak doszło do tego, że stałam się Shinigami. Milczał przez cały mój wywód i kiedy skończyłam. Nie wiedziałam, że bardzo to przeżywał. – Wybacz, że nie było mnie przy tobie – odezwał się w końcu, nie patrząc jednak na mnie. Schował twarz w dłoniach i siedział tak przez dłuższy czas.
- Ichigo, to nie twoja wina. Nie możesz być w kilku miejscach naraz. Z resztą, ktoś mnie obronił – zaczęłam go pocieszać. - O nic się nie martw. Wszystko powoli ułoży się tak jak być powinno. – Popatrzył na mnie dziwnie i po chwili mocno przytulił. Odwzajemniłam uścisk i trwaliśmy tak długo, nawet nie zwracając uwagi na to, przygląda nam się dwójka innych Shinigami.
Zatem zostało już uzgodnione, póki oboje nie odzyskają swych mocy, pozostaną z nami. Tylko jak można to zrobić, by nie ingerować w nasze życie. Ten, dzięki któremu, jestem teraz Shinigami, zaczął mnie uczyć jak panować nad mocą i mą bronią. Był dobrym nauczycielem, spokojnym i opanowanym. Poznałam też jego imię. Nazywał się Hideki Sokura, były porucznik trzeciego oddziału Gottei Pierwszej. Nie wiedziałam czym jest, a Hideki też jak na razie nic mi nie wyjaśniał. Czasem chodził zamyślony, czasem śledził moje ruchy a podczas ćwiczeń był strasznie wymagający.
- Idzie ci coraz lepiej – pochwalił mnie pewnego razu Shinigami, jednak pokonując mnie już w następnej minucie.
- Dziękuję, ale i tak nie jestem w stanie ciebie pokonać – mruknęłam nieco obrażonym tonem głosu, na co on zareagował śmiechem. Ichigo też walczył z nim i w tym czasie leżał na deskach kilkanaście razy.
- I nie dojdzie do tego, jestem silniejszy od ciebie, Yoshien, nawet teraz, kiedy posiadasz część moich mocy – odrzekł spokojnie, nie okazując najmniejszych emocji.
Odtąd zaczęłam pracę na dwa etaty, jako śmiertelniczka, chodząca do szkoły i na treningi oraz jako Zastępczy Shinigami, wraz z Ichigo, zabijaliśmy Hollowy i ratowaliśmy zagubione dusze, odsyłając je do Soul Society.
- Mam pytanie – zaczęłam niepewnie któregoś dnia podczas naszych ćwiczeń.
- Słucham – odpowiedział Hideki spoglądając na mnie z zaciekawieniem.
- Czym lub kim jest Gotei Pierwsza? Kiedyś wspominałeś o niej i do tej pory nie wiem co to jest.
- Hm, myślałem, że nie spytasz o to – podrapał się po głowie przerywając mi. Usiadł obok mnie na trawie. Zamyślił się na moment, a jego twarz nieco spochmurniała. Słońce natomiast schowało się za wielkimi chmurami. Sokura popatrzył na niebo i jeszcze bardziej się zmartwił. - Lepiej jak zacznę od samego początku. Choć jest możliwe, że to nie jest sam początek istnienia Gotei Pierwszej. Możliwe jest, że istniała dużo wcześniej niż Trzynasta. Zatem Gotei to stowarzyszenie Shinigami założone przez jednego głównodowodzącego, podzielona na określoną liczbę dywizji. W naszej było tylko cztery dywizje, odzwierciedlające cztery ziemskie żywioły. Każda z nich miała kapitana i vice-kapitana. Prościej będzie ci to zrozumieć. W Trzynastej jest tak jak sama nazwa wskazuje. Poszczególne dywizje mają swoje specjalizacje i swoiste znaki, kwiaty. My mamy zamiast kwiatów znaki żywiołów. Jednak stało się coś strasznego, nasz dowódca został otruty i wśród nas zapanował chaos. Generał Yamamoto, dowódca pierwszej dywizji Trzynastej. Wszczął dochodzenie w tej sprawie, lecz nic z tego nie wyszło i po jakimś czasie ogłosił, że nasze dywizje zostaną wcielone do trzynastu. Nie zgodziliśmy się na to i postanowiliśmy na własną rękę szukać zabójcy lub zleceniodawcy morderstwa, ale nic nie znaleźliśmy. Stanęliśmy przed wyborem, albo zaakceptować rozporządzenie Generała, albo zbuntować się i uciec. On jednak miał wśród nas swoich szpiegów i kiedy zebraliśmy się by coś postanowić, zostaliśmy otoczeni przez Onmitsukido, Tajne Ukryte Jednostki Ruchu. Nie mieliśmy żadnego innego wyjścia z zaistniałej sytuacji, jak walka do śmierci. Dwóch kapitanów i ich porucznicy zginęli, dwoje zdołało uciec, lecz jak mi wiadomo tylko jeden przeżył. Nasze jednostki rozpadły się, niektórzy zostali wcieleni do oddziałów, rannych opatrzono, lecz zabrano im wszelkie prawa bycia Shinigami i zdegradowani, zostali zmuszeni do życia w Rukongai. Tak przedstawia się pokrótce nasza historia.
- Smutna – stwierdziłam. - A jak jest z tobą?
- Zostałem wcielony do dwunastej dywizji i ponownie zająłem stanowisko porucznika – westchnął. - Cóż, czas teraz poćwiczyć, moja droga. Hollow nie będzie czekał aż się ruszysz, tylko cię zje – mówiąc to mocniej szturchnął mnie w bok. Z sykiem zerwałam się z miejsca i przybrałam postawę obronną. Hideki pokręcił przecząco głową i dodał – teraz to ty atakujesz. Masz za zadanie mnie zranić, dopóki ci się to nie uda, nie ma odpoczynku.
- No nie, ja jutro mam dwa testy – mruknęłam ze skwaszoną miną.
- To się postaraj – rzekł uśmiechając się perfidnie.
***
Wiem, że rozdział miał być wcześniej, ale szkoła mi w tym przeszkodziła. No cóż, tak bywa. Myślę, że ten rozdział nie jest tak nudny jak mi się zaczął wydawać.
2 komentarze:
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale mam ten sam problem - szkoła psuje mi wszystkie plany. A w połączeniu z chorobą i nadrabianiem zaległości już w ogóle szkoda gadać.
No, ale przechodząc do głównej części komentarza: przeczytałam notkę już jakiś czas temu, ale nie miałam czasu skomentować, jeszcze raz przeleciałam ją wzrokiem, co by odświeżyć sobie pamięć. Z tego, co wychwyciłam, to brakuje kilku przecinków, ale mniejsza o nie. Sama mam z tym nierzadko problemy.
Jeśli zaś chodzi o treść, widać, że trochę zwolniłaś z akcją i bardzo dobrze :) Ogółem jestem usatysfakcjonowana i niecierpliwie czekam na rozdział trzeci :D
Pozdrawiam i życzę weny!
Na www.hitsugaya-taichou.blog.onet.pl pojawił się nowy rozdział. Serdecznie zapraszam :)
Prześlij komentarz
Jak się podobało? Skomentuj, proszę.