Wybaczcie mi za tak długą nieobecność i brak rozdziału. Mimo mych obietnic, nie dałam rady go skończyć wcześniej niż dziś. Tytułu też nie daję, bo nic mi nie pasuje. Może później go dam. Jeszcze raz przepraszam i zapraszam do czytania.
Walczyliśmy ciężko i
kilkanaście razy leżałam na plecach a przy gardle miałam ostrze
jego katany. Klęłam w duchu swoją słabość i niemoc pokonania
go. Postanowiłam użyć pewnego fortelu. Coś w duchu mi
podpowiadało, że tylko tak może się powieść to zadanie.
Zaatakowałam z pewną dozą furii i okrzykiem, i robiąc zwrot o
dziewięćdziesiąt stopni zniknęłam mu z pola widzenia i pojawiłam
się za jego plecami. Nim zdążył zareagować i zablokować mój
cios, przecięłam mu rękaw. Popatrzył na mnie lekko zdziwiony, ale
potem śmiał się w niebo głosy.
- Wspaniale Yoshien. Po prostu
pięknie. Właśnie na to czekałem – mówił śmiejąc się.
- Jak to?
- Chciałem cię zmusić byś
zaczęła myśleć o tym, jak mogłabyś coś mi zrobić. Test masz
zaliczony. Możesz już iść do domu i pouczyć się na lekcje -
powiedział i zniknął. Kiedy siedziałam nad kilkoma zadaniami z
matematyki, usłyszałam dziwny odgłos, lecz całkowicie go
zignorowałam. Ichigo też się uczył, a Rukia starała się mu
przeszkodzić i co i raz coś wykrzykiwał. „Jej, mogliby się
zachowywać nieco ciszej” - pomyślałam. Długo się uczyłam i
nawet nie zauważyłam jak zapadła noc.
- Yoshi, kolacja – zakrzyknęła
Yuzu z dołu.
-
Już idę! - Odpowiedziałam. „A
ty dokąd?” -
zaskrzeczało coś mi przy uchu. Spanikowana odwróciłam się za
siebie i potem po pokoju. Nikogo nie było. Teraz słyszałam tylko
śmiech. Przerażający i dziki. Pospiesznie zeszłam do kuchni. Przy
stole siedziały moje siostry a Ichigo walczył z ojcem. Zachciało
mi się śmiać z nich obu. Strach powoli ustępował z mego serca i
w końcu zniknął dając miejsce radości i spokojowi. Zjadłam i
położyłam się spać. Nie spałam długo, bowiem obudziłam się z
krzykiem i trzęsąc się włączyłam lampkę nocną. Niczego nie
było w pomieszczeniu, a jednak wyczuwałam czyjąś obecność. I
nie był to Hideki. Jego reiatsu nauczyłam się rozpoznawać z
daleka. To było coś innego. Coś niepokojącego, szalonego i
nieokiełznanego. Nieznana siła, która chciała mnie wciągnąć w
czarną otchłań i tam zniszczyć. Zrobiło mi się zimno na samą
myśl o tym, więc jak najszybciej próbowałam przywołać najmilsze
wspomnienia. Po części się udało i trochę uspokojona, położyłam
się na łóżku.
Kilka dni później wracając z
dodatkowych zajęć, natknęłam się na dwóch Pustych. Walka nie
trwała długo i kiedy pod postacią Shinigami wracałam do miejsca
gdzie pozostawiłam ciało, zauważyłam zbiegowisko ludzi. Dochodząc
bliżej usłyszałam przestraszone głosy. Niektórzy krzyczeli by
wzywać pogotowie, inni, by powiadomić rodzinę o zgonie. „O
cholera!” - jęknęłam w duchu i przyspieszyłam kroku, by
połączyć się z ciałem nim go zabiorą. Wtem na mojej drodze
stanęła Rukia, trzymająca jakąś dziwną rzecz w dłoni. Błysnęło
i kiedy już byłam we własnej osobie, zostałam odciągnięta od
ludzi. Za następnym zakrętem, zwolniłyśmy bieg i uspokoiwszy
oddechy zatrzymałyśmy się na chwilę.
- Co ty sobie wyobrażasz? -
krzyknęła. - Nie możesz ot tak, sobie opuszczać ciała i
zostawiać go na głównej alei.
- Tak, wiem, ale tam było dwóch
Holowów i nie mogłam im pozwolić by pożarły dusze – chciałam
się jakoś usprawiedliwić.
- A gdzie Hideki?
- Nie wiem, nie pojawia się już
od trzech dni – odparłam.
- Nie dobrze. Potem go
poszukamy, ale najpierw pójdziesz ze mną w pewno miejsce – rzekła
poważnie i pociągnęła w stronę głównej ulicy. Potem
skręciłyśmy kilkakrotnie w niejedną uliczkę i znalazłyśmy się
na podwórzu. Przede mną stał niewielki dom o szarej dachówce.
Dwoje dzieci zamiatało schody, a kiedy nas zauważyły, chłopak
skierował się do wejścia i zniknął za drzwiami. Dziewczynka
patrzyła na nas niepewnie i potem też odeszła.
- Dzień dobry, Rukia –
odezwał się nagle mężczyzna ubrany w zielonkawy kapelusz i
sandały. W ręku trzymał laskę.
- Dzień dobry Urahara –
odpowiedziała. - Czy masz to o co cię prosiłam dwa dni temu? -
zapytała bez ogródek. Mężczyzna pokiwał twierdząco głową i
gestem zaprosił nas do sklepu. Wyglądał nieco obskurnie, ale mi to
nie przeszkadzało. Urahara zaprowadził nas na zaplecze i kazał
poczekać. Rukia wyglądała bardzo poważnie, lecz milczała.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie
– odezwała się w końcu. - Wiem, że to jest dla ciebie trudne,
ale musisz bardziej dbać o swoje bezpieczeństwo. Nie możesz od tak
pozostawiać ciała jak dziś. Poprosiłam Uraharę o modyfikowane
dusze, byś ty i Ichigo w razie ataku kolejnych Pustych, nie znaleźli
się w takiej jak dziś sytuacji. Rozumiesz?
- Tak. A jak one wyglądają? -
zapytałam.
- O tak – odpowiedział
sklepikarz, pokazując trzymane w dłoni pigułeczki.
- Takie małe – zastanowiłam
się. - Czemu jedna jest różowa a druga niebieska? - spytałam. -
Niech zgadnę, jedna jest żeńska a druga męska, co?
- Tak, prawda. Ale uważaj, nie
pomyl się – dodał z uśmiechem sklepikarz, wpatrując się we
mnie intensywnie. Jakby prześwietlał mnie wzrokiem. Poczułam się
nieswojo i po chwili razem z Rukią wyszłyśmy z budynku. Do domu
wróciłam po południu, gdyż po rozstaniu z dziewczyną poszłam
się przejść. Chciałam w samotności porozmyślać o wielu
sprawach. Od jakiegoś czasu miałam niespokojne noce i budziłam się
przerażona. Co i raz byłam w różnych lecz znajomych mi miejscach.
Raz byłam w domu z mojego dzieciństwa, raz śniło mi się, że
jestem w sierocińcu, samotna bez koleżanek, stałam na korytarzu i
na coś czekałam. Ale ostatni sen był bardziej realistyczny od
poprzednich.
Ciemniejący
z każdą sekundą las wydał mi się samotny ale i spokojny. Wiatr
wstrząsał konarami drzew niczym chorągiewkami, czasem też strącał
słabo trzymające się, pożółkłe liście na ziemię. Stałam
pośrodku jakiejś polany i nie ruszałam się, wczuwając się w
jego atmosferę. Gęstniała i zmieniała się z każdą chwilą, za
każdym uderzeniem mego serca. Panika zaczęła wdzierać się do mej
duszy, lecz nie dodawała mi sił by wybiec z lasu, wprost
przeciwnie, paraliżowała. Niezdolna do jakiegokolwiek ruchu,
czekałam na to, co miało nadejść. Zimny dreszcz przebiegł mi
przez plecy a oczy zaszły ciemną mgłą. Usłyszałam od prawej
strony szelest, potem po lewej i naprzeciwko i za sobą. Poczułam
się osaczona z każdych stron. Rozglądałam się dookoła siebie,
lecz nie mogłam nic zobaczyć. Usłyszałam szybko zbliżający się
hałas zza siebie i nagle zza pobliskich krzaków wyłoniło się
kilka Pustych. Zaryczeli i ruszyli na mnie, lecz na ich drodze
pojawił się ubrany w biały strój mężczyzna. Stanął z
wyciągniętą kataną, która zabłysnęła niebieskawym światłem
w blasku księżyca, sprawiając że stwory cofnęły się o krok.
Walka z nimi trwała zaledwie kilkanaście minut i nawet się nie
obejrzałam a ów osobnik szedł w moją stronę, nadal trzymając
obnażoną broń w pogotowiu, jakbym teraz to ja miała go
zaatakować. Nagle poczułam mdlący uściska w żołądku i już
miałam upaść na ziemię gdy zostałam złapana w pasie od tyłu i
przetrzymana w pozycji lekko pochylonej. Ocknąwszy się potem,
wyczułam, że ktoś krąży wokół mnie. Uchyliłam lekko powieki i
zobaczyłam go siedzącego tyłem do mnie. Odwrócił się czując
zapewne mój wzrok na sobie, lecz jego twarz rozmazała mi się i ...
Obudziłam
się w swoim łóżku. Przetarłam oczy i powoli wstałam z posłania.
Czując suchość w gardle zeszłam na dół by się napić. Zaczęłam
się zastanawiać co to było. Czy może zdarzyło się to kiedyś?
Niemożliwe, by było prawdą. Napiwszy się powróciłam do pokoju i
usiadłam na łóżku. Ciągle jeszcze miałam w oczach zarys tej
postaci, która mnie uratowała w tym lesie. Odechciało mi się
spać, więc szybko zerwałam się z łóżka i chwytając maskotkę,
po chwili miałam w dłoni małą jasno różową pigułeczkę.
Połknęłam ją i już stałam przed sobą jako Shinigami.
-
Dlaczego... dlaczego w tak okrutny sposób mnie budzisz? - jęczała
Riri ziewając przeciągle.
-
Muszę się przejść. Ty lepiej się stąd nie ruszaj - rzekłam
wchodząc na okno i po sekundzie lecąc już w przestworza. Poczułam
chłodny powiew wiatru na twarzy i zaczęłam powoli zapominać o
śnie. Jednak ta postać przede mną nurtowała mnie najbardziej. Tak
myśląc wpadłam na Ichigo, kierującego się do domu.
-
Yoshi, co ty tu robisz? - spytał podnosząc się z ziemi.
-
Musiałam się przebiec, bo nie mogę spać – odpowiedziałam.
-
Chcesz bym ci potowarzyszył?
-
Jak nie masz nic innego do roboty? - odparłam, patrząc gdzieś w
dal. - Wiesz, od jakiegoś czasu dręczą mnie dziwne sny, nie daje
mi to spokoju. W dzień czasem zauważam jakiś cień, to postać
chowającą się za drzewem, a czasem nawet czuję się śledzona.
Nie wiem co mam robić, jak sobie z tym poradzić. Przecież nie
zwariowałam, a czuję się tak, że jeszcze trochę a postradam
zmysły – mówiłam, lecąc i odbijając się od dachów domów.
Ichigo z łatwością dotrzymywał mi kroku. Słuchał i milczał.
Zatrzymałam się w parku, niedaleko ławeczki, na której siadam
kiedy spaceruję w dzień. Brat dotknął mego ramienia. Odwróciłam
się w jego stronę i patrzyliśmy sobie w oczy.
-
Doskonale cię rozumiem, Yoshi. Czuję to samo - szepnął i przytulił mnie mocno do siebie. Poczułam się bezpieczniej i spokojniej. Mam komu się zwierzać z dręczących mnie spraw. - Cieszę się, że mam ciebie siostrzyczko - dodał, uśmiechając się.
- Ja też - odwzajemniłam uścisk. - Może już wracamy do domu?
- Oczywiście - poklepał mnie po ramieniu i chwilę później lecieliśmy z powrotem.
***
Parę
dni później.
Obudziłam
się cała zlana potem. Znów miałam straszny sen o śmierci.
Widziałam wszędzie krew i ciała bliskich mi osób. Sama byłam
czysta i ubrana na biało. Był też ktoś obok mnie, lecz twarzy nie
ujrzałam, gdyż wybudziłam się w tym momencie. Poczułam suchość
w gardle i zeszłam do kuchni. Upiłam łyk wody gdy poczułam lekki
powiew wiatru. Odwróciłam się lecz nikogo nie zauważyłam.
-
Jestem przewrażliwiona - mruknęłam do siebie. Noc jeszcze górowała
nad dniem więc udałam się do swego pokoju. Podeszłam do okna z
zamiarem przymknięcia go. Wtem zauważyłam jakąś postać stojącą
przy lampie ulicznej. Patrzyłam na nią i po sekundzie ona się
odwróciła i już jej nie było. Rozmyła się w powietrzu.
Przetarłam oczy ze zdziwienia.
-
Jak to możliwe? Przecież nikt tak nie potrafi - starałam się
sobie to jakoś wyjaśnić.
-
Oczywiście, nikt żywy - odezwał się męski głos za mną.
Wystraszona odwróciłam się i zauważyłam obcego mężczyznę
ubranego w szkarłatne kimono, miał półdługie blond włosy i
smukłą twarz. Przyglądał mi się bardzo uważnie i milczał.
-
Proszę o wybaczenie, nie przedstawiłem się. Nazywam się Kasaki
Rain i jestem teraz upewniony, że mnie nie pamiętasz. Lecz to nie
jest już problem - rzekł spokojnie i wyciągnął katanę. Nawet
nie zauważyłam jego ruchu, jedynie miałam niewielką, krwistą
dziurę w brzuchu. - Po tym ciosie, nie umrzesz. Nie będziesz też
krwawić. Dzięki właściwości mego shikai, zagłębisz się w
swoją przeszłość i przypomnisz sobie to co zaszło, kim byłaś i
jesteś. Do zobaczenia za trzy dni, wtedy też dowiesz się kim
jestem - powiedział i zniknął, tak szybko jak się pojawił.
Zakręciło mi się w głowie i prawie upadłam na podłogę. W tym
czasie do pokoju wszedł Ichigo.
-
Co się stało?! Yoshi? - krzyknął, lecz ja już nic więcej nie
usłyszałam. Zemdlałam.
0 komentarze:
Prześlij komentarz
Jak się podobało? Skomentuj, proszę.