środa, 4 stycznia 2012

3.


Wybaczcie mi za tak długą nieobecność i brak rozdziału. Mimo mych obietnic, nie dałam rady go skończyć wcześniej niż dziś. Tytułu też nie daję, bo nic mi nie pasuje. Może później go dam. Jeszcze raz przepraszam i zapraszam do czytania.

 


Walczyliśmy ciężko i kilkanaście razy leżałam na plecach a przy gardle miałam ostrze jego katany. Klęłam w duchu swoją słabość i niemoc pokonania go. Postanowiłam użyć pewnego fortelu. Coś w duchu mi podpowiadało, że tylko tak może się powieść to zadanie. Zaatakowałam z pewną dozą furii i okrzykiem, i robiąc zwrot o dziewięćdziesiąt stopni zniknęłam mu z pola widzenia i pojawiłam się za jego plecami. Nim zdążył zareagować i zablokować mój cios, przecięłam mu rękaw. Popatrzył na mnie lekko zdziwiony, ale potem śmiał się w niebo głosy.
- Wspaniale Yoshien. Po prostu pięknie. Właśnie na to czekałem – mówił śmiejąc się.
- Jak to?
- Chciałem cię zmusić byś zaczęła myśleć o tym, jak mogłabyś coś mi zrobić. Test masz zaliczony. Możesz już iść do domu i pouczyć się na lekcje - powiedział i zniknął. Kiedy siedziałam nad kilkoma zadaniami z matematyki, usłyszałam dziwny odgłos, lecz całkowicie go zignorowałam. Ichigo też się uczył, a Rukia starała się mu przeszkodzić i co i raz coś wykrzykiwał. „Jej, mogliby się zachowywać nieco ciszej” - pomyślałam. Długo się uczyłam i nawet nie zauważyłam jak zapadła noc.
- Yoshi, kolacja – zakrzyknęła Yuzu z dołu.
- Już idę! - Odpowiedziałam. „A ty dokąd?” - zaskrzeczało coś mi przy uchu. Spanikowana odwróciłam się za siebie i potem po pokoju. Nikogo nie było. Teraz słyszałam tylko śmiech. Przerażający i dziki. Pospiesznie zeszłam do kuchni. Przy stole siedziały moje siostry a Ichigo walczył z ojcem. Zachciało mi się śmiać z nich obu. Strach powoli ustępował z mego serca i w końcu zniknął dając miejsce radości i spokojowi. Zjadłam i położyłam się spać. Nie spałam długo, bowiem obudziłam się z krzykiem i trzęsąc się włączyłam lampkę nocną. Niczego nie było w pomieszczeniu, a jednak wyczuwałam czyjąś obecność. I nie był to Hideki. Jego reiatsu nauczyłam się rozpoznawać z daleka. To było coś innego. Coś niepokojącego, szalonego i nieokiełznanego. Nieznana siła, która chciała mnie wciągnąć w czarną otchłań i tam zniszczyć. Zrobiło mi się zimno na samą myśl o tym, więc jak najszybciej próbowałam przywołać najmilsze wspomnienia. Po części się udało i trochę uspokojona, położyłam się na łóżku.
Kilka dni później wracając z dodatkowych zajęć, natknęłam się na dwóch Pustych. Walka nie trwała długo i kiedy pod postacią Shinigami wracałam do miejsca gdzie pozostawiłam ciało, zauważyłam zbiegowisko ludzi. Dochodząc bliżej usłyszałam przestraszone głosy. Niektórzy krzyczeli by wzywać pogotowie, inni, by powiadomić rodzinę o zgonie. „O cholera!” - jęknęłam w duchu i przyspieszyłam kroku, by połączyć się z ciałem nim go zabiorą. Wtem na mojej drodze stanęła Rukia, trzymająca jakąś dziwną rzecz w dłoni. Błysnęło i kiedy już byłam we własnej osobie, zostałam odciągnięta od ludzi. Za następnym zakrętem, zwolniłyśmy bieg i uspokoiwszy oddechy zatrzymałyśmy się na chwilę.
- Co ty sobie wyobrażasz? - krzyknęła. - Nie możesz ot tak, sobie opuszczać ciała i zostawiać go na głównej alei.
- Tak, wiem, ale tam było dwóch Holowów i nie mogłam im pozwolić by pożarły dusze – chciałam się jakoś usprawiedliwić.
- A gdzie Hideki?
- Nie wiem, nie pojawia się już od trzech dni – odparłam.
- Nie dobrze. Potem go poszukamy, ale najpierw pójdziesz ze mną w pewno miejsce – rzekła poważnie i pociągnęła w stronę głównej ulicy. Potem skręciłyśmy kilkakrotnie w niejedną uliczkę i znalazłyśmy się na podwórzu. Przede mną stał niewielki dom o szarej dachówce. Dwoje dzieci zamiatało schody, a kiedy nas zauważyły, chłopak skierował się do wejścia i zniknął za drzwiami. Dziewczynka patrzyła na nas niepewnie i potem też odeszła.
- Dzień dobry, Rukia – odezwał się nagle mężczyzna ubrany w zielonkawy kapelusz i sandały. W ręku trzymał laskę.
- Dzień dobry Urahara – odpowiedziała. - Czy masz to o co cię prosiłam dwa dni temu? - zapytała bez ogródek. Mężczyzna pokiwał twierdząco głową i gestem zaprosił nas do sklepu. Wyglądał nieco obskurnie, ale mi to nie przeszkadzało. Urahara zaprowadził nas na zaplecze i kazał poczekać. Rukia wyglądała bardzo poważnie, lecz milczała.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie – odezwała się w końcu. - Wiem, że to jest dla ciebie trudne, ale musisz bardziej dbać o swoje bezpieczeństwo. Nie możesz od tak pozostawiać ciała jak dziś. Poprosiłam Uraharę o modyfikowane dusze, byś ty i Ichigo w razie ataku kolejnych Pustych, nie znaleźli się w takiej jak dziś sytuacji. Rozumiesz?
- Tak. A jak one wyglądają? - zapytałam.
- O tak – odpowiedział sklepikarz, pokazując trzymane w dłoni pigułeczki.
- Takie małe – zastanowiłam się. - Czemu jedna jest różowa a druga niebieska? - spytałam. - Niech zgadnę, jedna jest żeńska a druga męska, co?
- Tak, prawda. Ale uważaj, nie pomyl się – dodał z uśmiechem sklepikarz, wpatrując się we mnie intensywnie. Jakby prześwietlał mnie wzrokiem. Poczułam się nieswojo i po chwili razem z Rukią wyszłyśmy z budynku. Do domu wróciłam po południu, gdyż po rozstaniu z dziewczyną poszłam się przejść. Chciałam w samotności porozmyślać o wielu sprawach. Od jakiegoś czasu miałam niespokojne noce i budziłam się przerażona. Co i raz byłam w różnych lecz znajomych mi miejscach. Raz byłam w domu z mojego dzieciństwa, raz śniło mi się, że jestem w sierocińcu, samotna bez koleżanek, stałam na korytarzu i na coś czekałam. Ale ostatni sen był bardziej realistyczny od poprzednich.

Ciemniejący z każdą sekundą las wydał mi się samotny ale i spokojny. Wiatr wstrząsał konarami drzew niczym chorągiewkami, czasem też strącał słabo trzymające się, pożółkłe liście na ziemię. Stałam pośrodku jakiejś polany i nie ruszałam się, wczuwając się w jego atmosferę. Gęstniała i zmieniała się z każdą chwilą, za każdym uderzeniem mego serca. Panika zaczęła wdzierać się do mej duszy, lecz nie dodawała mi sił by wybiec z lasu, wprost przeciwnie, paraliżowała. Niezdolna do jakiegokolwiek ruchu, czekałam na to, co miało nadejść. Zimny dreszcz przebiegł mi przez plecy a oczy zaszły ciemną mgłą. Usłyszałam od prawej strony szelest, potem po lewej i naprzeciwko i za sobą. Poczułam się osaczona z każdych stron. Rozglądałam się dookoła siebie, lecz nie mogłam nic zobaczyć. Usłyszałam szybko zbliżający się hałas zza siebie i nagle zza pobliskich krzaków wyłoniło się kilka Pustych. Zaryczeli i ruszyli na mnie, lecz na ich drodze pojawił się ubrany w biały strój mężczyzna. Stanął z wyciągniętą kataną, która zabłysnęła niebieskawym światłem w blasku księżyca, sprawiając że stwory cofnęły się o krok. Walka z nimi trwała zaledwie kilkanaście minut i nawet się nie obejrzałam a ów osobnik szedł w moją stronę, nadal trzymając obnażoną broń w pogotowiu, jakbym teraz to ja miała go zaatakować. Nagle poczułam mdlący uściska w żołądku i już miałam upaść na ziemię gdy zostałam złapana w pasie od tyłu i przetrzymana w pozycji lekko pochylonej. Ocknąwszy się potem, wyczułam, że ktoś krąży wokół mnie. Uchyliłam lekko powieki i zobaczyłam go siedzącego tyłem do mnie. Odwrócił się czując zapewne mój wzrok na sobie, lecz jego twarz rozmazała mi się i ...
Obudziłam się w swoim łóżku. Przetarłam oczy i powoli wstałam z posłania. Czując suchość w gardle zeszłam na dół by się napić. Zaczęłam się zastanawiać co to było. Czy może zdarzyło się to kiedyś? Niemożliwe, by było prawdą. Napiwszy się powróciłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Ciągle jeszcze miałam w oczach zarys tej postaci, która mnie uratowała w tym lesie. Odechciało mi się spać, więc szybko zerwałam się z łóżka i chwytając maskotkę, po chwili miałam w dłoni małą jasno różową pigułeczkę. Połknęłam ją i już stałam przed sobą jako Shinigami.
- Dlaczego... dlaczego w tak okrutny sposób mnie budzisz? - jęczała Riri ziewając przeciągle.
- Muszę się przejść. Ty lepiej się stąd nie ruszaj - rzekłam wchodząc na okno i po sekundzie lecąc już w przestworza. Poczułam chłodny powiew wiatru na twarzy i zaczęłam powoli zapominać o śnie. Jednak ta postać przede mną nurtowała mnie najbardziej. Tak myśląc wpadłam na Ichigo, kierującego się do domu.
- Yoshi, co ty tu robisz? - spytał podnosząc się z ziemi.
- Musiałam się przebiec, bo nie mogę spać – odpowiedziałam.
- Chcesz bym ci potowarzyszył?
- Jak nie masz nic innego do roboty? - odparłam, patrząc gdzieś w dal. - Wiesz, od jakiegoś czasu dręczą mnie dziwne sny, nie daje mi to spokoju. W dzień czasem zauważam jakiś cień, to postać chowającą się za drzewem, a czasem nawet czuję się śledzona. Nie wiem co mam robić, jak sobie z tym poradzić. Przecież nie zwariowałam, a czuję się tak, że jeszcze trochę a postradam zmysły – mówiłam, lecąc i odbijając się od dachów domów. Ichigo z łatwością dotrzymywał mi kroku. Słuchał i milczał. Zatrzymałam się w parku, niedaleko ławeczki, na której siadam kiedy spaceruję w dzień. Brat dotknął mego ramienia. Odwróciłam się w jego stronę i patrzyliśmy sobie w oczy.
- Doskonale cię rozumiem, Yoshi. Czuję to samo - szepnął i przytulił mnie mocno do siebie. Poczułam się bezpieczniej i spokojniej. Mam komu się zwierzać z dręczących mnie spraw. - Cieszę się, że mam ciebie siostrzyczko - dodał, uśmiechając się.
- Ja też - odwzajemniłam uścisk. - Może już wracamy do domu?
- Oczywiście - poklepał mnie po ramieniu i chwilę później lecieliśmy z powrotem. 
***
Parę dni później.

Obudziłam się cała zlana potem. Znów miałam straszny sen o śmierci. Widziałam wszędzie krew i ciała bliskich mi osób. Sama byłam czysta i ubrana na biało. Był też ktoś obok mnie, lecz twarzy nie ujrzałam, gdyż wybudziłam się w tym momencie. Poczułam suchość w gardle i zeszłam do kuchni. Upiłam łyk wody gdy poczułam lekki powiew wiatru. Odwróciłam się lecz nikogo nie zauważyłam.
- Jestem przewrażliwiona - mruknęłam do siebie. Noc jeszcze górowała nad dniem więc udałam się do swego pokoju. Podeszłam do okna z zamiarem przymknięcia go. Wtem zauważyłam jakąś postać stojącą przy lampie ulicznej. Patrzyłam na nią i po sekundzie ona się odwróciła i już jej nie było. Rozmyła się w powietrzu. Przetarłam oczy ze zdziwienia.
- Jak to możliwe? Przecież nikt tak nie potrafi - starałam się sobie to jakoś wyjaśnić.
- Oczywiście, nikt żywy - odezwał się męski głos za mną. Wystraszona odwróciłam się i zauważyłam obcego mężczyznę ubranego w szkarłatne kimono, miał półdługie blond włosy i smukłą twarz. Przyglądał mi się bardzo uważnie i milczał.
- Proszę o wybaczenie, nie przedstawiłem się. Nazywam się Kasaki Rain i jestem teraz upewniony, że mnie nie pamiętasz. Lecz to nie jest już problem - rzekł spokojnie i wyciągnął katanę. Nawet nie zauważyłam jego ruchu, jedynie miałam niewielką, krwistą dziurę w brzuchu. - Po tym ciosie, nie umrzesz. Nie będziesz też krwawić. Dzięki właściwości mego shikai, zagłębisz się w swoją przeszłość i przypomnisz sobie to co zaszło, kim byłaś i jesteś. Do zobaczenia za trzy dni, wtedy też dowiesz się kim jestem - powiedział i zniknął, tak szybko jak się pojawił. Zakręciło mi się w głowie i prawie upadłam na podłogę. W tym czasie do pokoju wszedł Ichigo.
- Co się stało?! Yoshi? - krzyknął, lecz ja już nic więcej nie usłyszałam. Zemdlałam.


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jak się podobało? Skomentuj, proszę.