niedziela, 8 września 2013

4.

Ten rozdział miałam opublikować w całości, lecz jednak teraz zmieniałam zdanie i podzieliłam go na dwie części. Nie wiem, czy czwórka jest dobra. Mogą być błędy, ale myślę że wszystko zobaczę w komentarzach, na które liczę. Zatem do zobaczenia wkrótce.


Część pierwsza


4. Nowy nieznajomy - wróg czy sprzymierzeniec?


- Co się stało, Ichigo? - syknęła Rukia wpadając do pokoju. Popatrzyła na leżącą dziewczynę z raną w brzuchu i zakryła ręką usta. - Mów! - rozkazała.
- Nie wiem. Kiedy tu przyszedłem, ona leżała na podłodze – odpowiedział Kurosaki, ciągle przetrzymując jej głowę. - Zdaje się, że ktoś tu był wcześniej, lecz za późno do tego doszedłem – jęknął.
- Nie martw się, Urahara coś na to poradzi – pocieszyła go Shinigami. - Zaraz do niego zadzwonię – rzekła i wyszła przez okno. Rozejrzała się po okolicy. „Bardzo dziwna sprawa” - pomyślała. „Rana wcale nie krwawi i nie wygląda na poważną, ale jednak Yoshien nie odzyskuje przytomności.” Usłyszała ciche brzęczenie telefonu i szybko odebrała. - Tak, to ja dzwoniłam. Mamy bardzo poważny problem, możesz się zjawić w domu Ichigo? Tak? Czekamy, pospiesz się – rzekła i rozłączyła się. Kilka minut później w pokoju przybranej siostry rudego pojawił się mężczyzna ubrany w zielonkawy kapelusz i sandały, miał półdługi płaszcz i spodnie sięgające wyżej kostek.
- Co się tu... - miał zadać pytanie, lecz przerwał wyczuwając coś. - Kto tu był? Czuję obce reiatsu w tym pokoju – rzekł poważnie, patrząc na rudowłosego chłopaka.
- Nie wiem, nikogo nie widziałem – odpowiedział.
- A nie wyczułeś go? Jako Shinigami powinieneś to umieć – syknął.
- Byłem z Rukią na patrolu – prychnął. - A jak wróciliśmy to ona już miała tą ranę – dodał z wyczuwalną irytacją w głosie. - Możesz jej pomóc czy nie?
- Ichigo – rzuciła Rukia. - Urahara musi wiedzieć jaki był przebieg wydarzeń, więc dlatego pyta. Cierpliwości, pomoże – dodała, kładąc rękę na ramieniu chłopaka.
- Będę musiał ją zabrać do siebie – mruknął sklepikarz, wstając. - Postarajcie się o jakąś wiarygodną bajeczkę dla rodziny, by się nie martwili jej nieobecnością – dodał. - Tessai, weź ją.
- Hai – zgodził się barczysty mężczyzna i podnosząc dziewczynę niczym zapałka, poszedł za swym przełożonym. W domu pozostali Rukia i Ichigo.
- Czy aby jesteś pewna, że jej pomogą? - zapytał chłopak, po dłuższym milczeniu.
- Tak. Co jak co, ale Kisuke jest naprawdę pomocny, kiedy zaistnieje taka potrzeba – odparła patrząc w okno. - Idź spać. Jutro musisz być wypoczęty – mruknęła.

Dwa dni później.

Bardzo dziwnie to wygląda, z niczym podobnym się jeszcze nie spotkałem, nie goi się mimo, że stosuję wszelkie uzdrawiające środki, nawet te najbardziej rzadkie i nic nie skutkuje. Przeciwnie, rana jakby się powiększyła przez to” - pomyślał zmartwiony Urahara, opatrując nieprzytomną dziewczynę.
- Zdaje się, że już gdzieś się spotkaliśmy, ale nie mogę sobie przypomnieć kiedy i gdzie - mruknął do siebie i powrócił do uprzedniej czynności. Przy dziewczynie usiadła Ururu i uścisnęła jej dłoń, lecz szybko ją puściła jakby została oparzona.
- Co się stało, Ururu? - zapytał Kisuke.
- Nie wiem, poczułam gorąco kiedy trzymałam jej dłoń i mnie sparzyła - odpowiedziała ciągle przypatrując się nieprzytomnej.
- Czuję od niej dziwne fale, jakby coś obcego walczyło o kontrolę nad nią - zamyślił się sklepikarz. Potem wstał i wyszedł z pokoju, wzrokiem nakazując zrobić to samo czarnowłosej dziewczynce.  "Teraz moja kolej" - syknął Shinigami obserwujący z wysoka sklep Urahary. Cicho niczym kot spadł na dach budynku i potem zeskoczył na chodnik, stając przed głównym wejściem. Nikt nie wiedział, że on tam jest, gdyż Shinigami potrafił bardzo dobrze ukrywać swoje reiatsu. Wszedł lekko uchylając drzwi i skierował się w stronę pokoju, w którym leżała Yoshien. Nie musiał długo szukać, bowiem wyczuł ją i moment później był przy niej. Wziął ją na ręce i wyniósł z pomieszczenia. Będąc już na dworze, skierował się we wiadomym sobie kierunku.

W tym czasie Ichigo i Rukia zaczęli poszukiwania obcego, który zadał ranę Yoshien, lecz po pewnym czasie zaprzestali tego.
- To nie ma sensu, nie wytropimy go. Widać, że miał to już zaplanowane lub potrafi się dobrze ukrywać – szepnęła Rukia w drodze powrotnej do domu Ichigo. 
- Wracajmy - szepnął i ruszył  ze zwieszoną głową, lecz potem popatrzył na Rukię zdeterminowanym wzrokiem. Nie odezwał się do niej i do rodziny. Zamknął się w swoim pokoju i siedział w nim po ciemku rozmyślając o tym co zaszło. Nie mógł sobie darować tego, że kolejna osoba z jego bliskich cierpi. - Argh, dlaczego?! Cholera, a ja nawet nie mogę go znaleźć! - krzyczał rozgoryczony Ichigo, uderzając pięścią w blat biurka. 
- Wszystko w porządku? - zawołała Rukia zza drzwi. - Mogę wejść?
- Nie! Chcę zostać sam! - warknął i położył się na łóżko. - Yoshi, wytrzymaj i wróć do mnie! - zaszeptał, przymykając oczy. Zasnął ale jego sny nie były spokojne. W pewnym momencie zerwał się i wyskoczył z pokoju jakby był rażony piorunem. Zbiegł schodami do przedpokoju i nakładając buty i kurtkę wyszedł szybko na dwór. Padało, lecz to mu  nie przeszkadzało. Postanowił pójść do sklepu Urahary i sprawdzić co z siostrą. Nim doszedł do podwórza, usłyszał podniecone głosy.
- Gdzie się podziała, była nieprzytomna. Czyżby ją odzyskała i odeszła? - pytała Ururu.
- Co się stało? - Ichigo zaskoczył tym pytaniem zebranych. Kisuke popatrzył na niego i odrzekł.
- Nie ma jej. Zniknęła tak jak jej włócznia. Nie powróciła do domu?
- Nie. Przecież była nieprzytomna - syknął rudy. - Powiedz mi gdzie ona jest! - zażądał.
- Nie wiem. Być może została porwana przez tego, kto jej zadał tę ranę w brzuch - mruknął, coraz bardziej przekonując się do tej wersji. Z tego co sam zauważył, rana się nie goiła dobrze, nie krwawiła. A siły dziewczynie nie powracały. A robił wszystko, nawet używał niekonwencjonalnych środków by jej pomóc wyswobodzić się z objęć tego dziwnego "snu".
- To jak to jest u was? - ryknął Ichigo wściekle. - Każdy sobie może tu wejść nie zauważony i wziąć sobie coś lub porwać a wy nawet tego nie wyczujecie. Urahara a mówiłeś, że każdy Shinigami potrafi wyczuć reiatsu innego.
- Tak, to prawda. Lecz ten porywacz mógł w jakiś sposób ukryć je i dlatego tak łatwo się dostał do środka.
- Ja was nie mogę znieść - wrzasnął. - Sam ją znajdę! - warknął na odchodne i zniknął. 
- Mam go zatrzymać? - zapytał Tessai.
- Nie. Rozumiem go. Jest wstrząśnięty zaistniałą sytuacją. Musimy ją szybko znaleźć - rzekł Kisuke. - Inaczej, będzie za późno.
- Dlaczego za późno? - zapytała zdziwiona Ururu, lecz Kisuke był już w sklepie. "Shimata*" - zaklął w myślach sklepikarz. "Najpierw Hideki, a teraz Yoshien, co się dzieje? Czyżbym coś ważnego przeoczył?" - zastanawiał się w swym pokoju. Po czym wstał szybko i wyruszył na poszukiwania.


* - cholera (nie wiem czy dobrze zapisałam to słowo powyżej)



0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jak się podobało? Skomentuj, proszę.