~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zdarzyło się to podczas wakacji. Pewnego upalnego dnia całą rodziną wybraliśmy się na wycieczkę. Ja, moje młodsze rodzeństwo i rodzice. Wyjechaliśmy poza miasto, by móc się nacieszyć chłodem leśnym i samym otoczeniem. Nie miałam pojęcia, że właśnie tam będzie czyhała zła istota. Tak, mama zginęła, chcąc mnie ratować, kiedy pośliznęłam się na kamieniach i wpadłam do rwącej rzeki. Umiałam pływać, ale będąc w takim niebezpieczeństwie, zapomina się o wszystkim. Mama jednak miała dość przytomny umysł, by znaleźć gruby konar i rzucić w moją stronę. Taty i reszty nie było przy nas, bo same oddaliłyśmy się od obozowiska w poszukiwaniu drewna na ognisko. Wszystko było dobrze do czasu pojawienia się wielkiego potwora o białej twarzy. Kiedy otworzył paszczę ujrzałam drugą mniejszą w środku i usłyszałam przeraźliwy krzyk. Zaatakował mnie lecz mama przyszła mi z pomocą i uderzając z pewną siłą odrzuciła w bok. Poleciałam w jakieś krzaki a stwór przydusił mamę do ziemi jedną łapą a drugą zakończoną długimi pazurami przebił jej ciało. Mama zakrzyknęła bym uciekała, ale nie mogłam się ruszyć. W końcu zmusiłam się do akcji i biegnąc ile sił w nogach, skierowałam się do naszego obozu. Kiedy już się tam znalazłam, przywitał mnie straszny widok. Wszędzie widziałam krew i rozerwane na strzępy ubrania. Upadłam na kolana i zaczęłam głośno krzyczeć.
***
Krótko, co? Myślę, że ktoś się zachęci i następne rozdziały będą dłuższe, tego możecie być pewni.
0 komentarze:
Prześlij komentarz
Jak się podobało? Skomentuj, proszę.